Lecz nawet jeśli się zawala to tylko dlatego aby zobaczyć czy to przetrwamy, czy uda nam się wytrzymać presję i smutek, który sprawia że umieramy od środka.
Jestem w stanie zrozumieć to w wszystkich możliwych sposobach, a nawet jeśli nie to próbuję to zrozumieć. Lecz nigdy nie dotrze do mnie to że dobra dusza, może mieć w życiu istne piekło.
W bajkach nigdy taka postać się nie poddaję i na końcu wygrywa. W prawdziwym życiu? Nie znam żadnej osoby, której się to udało.
Podniosłam głowę do góry, widząc niesamowity wachlarz gwiazd. Poczułam ciepło emanujące z człowieka, który przytula mnie do swojej klatki piersiowej abym czuła przy nim bezpieczeństwo.
Na początku wysilamy się o dobre myślenie, wierzymy że to za chwilę się skończy a ciemne chmury znikną, oddając miejsce słońcu. Lecz po tylu nieszczęściach, które nadal się nie kończą a przynajmniej z naszego punktu, końca nie widać. Wiara i nadzieja odchodzi.
Spogląda prosto w moje oczy, widzę w nich strach i nadzieję. Nigdy tego nie rozumiałam. A kiedy mamy dość całego harmideru, zwanego życiem usuwamy się. Widzimy własną porażkę, upadliśmy kolejny raz z wysokich schodów lecz tym razem nie potrafimy wstać i iść dalej gdyż owe schody są za duże na nasza możliwości.
Ach jak bardzo się mylimy, w tym najbardziej smutnym momencie Bóg daje nam szansę w postaci różnych wartości. Ja doświadczyłam pięknego i trudnego uczucia, zwanego miłością.
Przyszła niespodziewanie, a kiedy dotarła, sprawiła iż miałam ochotę ochronić jego serce tworząc wielki, bezpieczny mur, za którym jestem tylko ja i on. Nierozłączni, szczęśliwi i.. wiecznie zakochani. Miłość to najcudowniejsze i zarazem najokropniejsze uczucie na świecie. Lecz warto dla niej walczyć, bynajmniej ja walczyłam razem z nim dla niego i dla siebie. Udało się.
I wtedy zauważyłam, zrozumiałam, poczułam. Bał się że odejdę. Jak anioł unoszący się na swoich puchowych skrzydłach.
Przytuliłam się mocniej do klatki piersiowej chłopaka, na moich policzkach odnajdowały ścieżki nowe łzy.
Wiedziałam jedno, od momentu gdy chciałam skończyć do momentu gdy rzeczywiście skończę. -Walczmy razem. Dla siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz